Pan Demia, Savoring i Babcia Marysia …

Pan Demia, Savoring i Babcia Marysia …

Kim jest Pan Demia ? Jak przeżyć w jego Świecie ? Co babcia Marysia ma wspólnego z Dalajlamą ? I co to jest Savoring … jesteś ciekawa ?

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ona wie “coś ” czego mędrcy tego świata dociekają od wieków.

Babcia Marysia, córka, wnuczka, prawnuczka, żona Stanisława i matka ośmiorga narodzonych dzieci , ilu nienarodzonych nie wiem. Te dla których jej ciało było bezpiecznym preludium do życia w zdecydowanie mniej bezpiecznym świecie zewnętrznym przyszły na świat w stodole, siłami natury.

Byłam około siedmioletnią dziewczynką zamieszkującą dość wątłe ciało, o którym rodzina zwykła mówić : ” nogi jak patyki, ręce jak gałęzie, włosy jak miotła”. Cóż … czterdzieści lat później sytuacja uległa znacznej zmianie. Trudno dziś byłoby mi zarzucić wątłość. Co nie oznacza, że nie da się zarzucić. Kto jak kto ale rodzina zarzucać potrafi. Rzucać w twarz, lub zadawać ciosy zdecydowanie poniżej twarzy. Dziś rzuca tonem łączącym niedowierzanie z rzekomą troską : ” kto by pomyślał, a taka chuda byłaś” .

Jako młode patykowate dziewczę oprócz tego, że podobno byłam ” artystką ze spalonego teatru”miałam też ” owsiki w dupie” co miało opisywać fakt, że jako dziecko byłam ruchliwa i ciężko mi było na d …e usiedzieć.

A babcia Marysia siedziała …

Mnie z biegiem czasu było coraz trudniej usiedzieć. Niestety coraz mniej powodem była dziecięca energia, bezustanna chęć tworzenia i doświadczania a coraz bardziej rosnący niepokój. Zalewające mnie od wewnątrz na zmianę fale nie wyrażonych emocji, niewypowiedzianych słów, porzuconych marzeń … i te myśli … one były najgorsze. Panoszyły się w mojej głowie nie zwracając najmniejszej uwagi na fakt, że w zgiełku który bezustannie tworzą, umyka mi życie … nie mogę go poczuć, dotknąć, powąchać, smakować jego esencji bo … nie mogę się zatrzymać. A cóż można w biegu … raczej nie możliwe jest uważne smakowanie rytualnie zaparzonego aromatycznego naparu zwanego Życiem. W biegu, … zazwyczaj popijałam toksyczny, sztucznie barwiony i aromatyzowany płyn w śmierdzącej plastikiem butelce (szklana w biegu mogłaby się stłuc) z napisem “Iluzja”.

A babcia Marysia siedziała …

Ja nie mogłam … znalazłam jednak sposób. Ponieważ coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że NIE – pokój nie da mi żyć znalazłam rozwiązanie jak wprowadzić do swojego życia s – POKÓJ. Kupiłam dom na wsi, w górach. Prawdziwa oaza położona pod lasem z prywatnym strumieniem przepływającym przez posesję … wkrótce miałam się dowiedzieć że górski strumyk jest niczym w porównaniu z rwącym strumieniem moich myśli i wodospadem spychanych głęboko uczuć.

Tym czasem delektowałam się magiczną okolicą i własnym sprytem dzięki któremu przechytrzyłam nie- POKÓJ i witałam radośnie w moim nowym górskim życiu prawdziwy s -POKÓJ . Urządziłam nawet pokój do medytacji w stylu japońskim . Szlachetny minimalizm tak aby mnie nic nie rozpraszało w moim nowym s-POKOJ-nym życiu, którego nieodzownym elementem miała stać się medytacja .

Babcia Marysia siedziała, a ja ….

… nadal nie. Ku mojemu przerażeniu dowiedziałam się, że moja Oaza Spokoju jest wielką, ogromną przestrzenią którą kaskadami zalewają moje myśli, uczucia, zranienia, pragnienia, lęki, wewnętrzne krzyki i szepty …. niestety pozbawiona miejskiego zgiełku i etatowej bieganiny byłam bez szans żeby je uciszyć. Wokół mnie było tak przerażająco cicho i pusto a we mnie przerażająco głośno.

Przez lata próbowałam wielu metod, zaczynając od zalewania niechcianych myli i uczuć alkoholem, krok po kroku , rok po roku podążałam ścieżką odkrywania tajemnicy Babci Marysi.

40 lat wcześniej …

zwykły “wiejski” dzień u mojej babci. Kury, krowy, siano, praca, pies co dożył 20-stu lat, kogut który spuścił mi niezły łomot, wodne pająki co gryzły tak że kuzyn ledwo uszedł z życiem, jajecznica ze szczypiorkiem i Babcia Marysia.

Miała zwyczaj w przerwie w wykonywaniu swoich licznych obowiązków gospodarskich, małżeńskich, matczynych, babcinych, sąsiedzkich …. zasiadać na ławeczce przed domem i z twarzą skierowaną ku słońcu zastygała w bezruchu.

No nie … nie mogłam przejść obok tego faktu obojętnie. Dwoiłam się i troiłam żeby zwrócić na siebie Babci uwagę. Gadałam, biegałam, hałasowałam, robiłam : buuuu …

A babcia Marysia siedziała …

…. nie wytrzymałam. Jak tylko babcia otworzyła oczy, spytałam rozsadzana dziecięcą energią (dziś zapewne zdiagnozowano by mi ADHD) :

ja : jak możesz tak siedzieć i nic nie robić ?

Babcia : ależ ja robię

ja : co robisz ?

Babcia : SIEDZĘ

To był dzień kiedy dotknęłam tajemnicy, że w życiu nie chodzi o połykanie w pośpiechu sztucznie barwionego i aromatyzowanego płynu ze śmierdzącej plastikiem butelki z napisem : ” Iluzja” lecz o picie aromatycznej esencji Prawdziwego Życia małymi łyczkami. Będąc w pełni świadomą zapachu, smaku, każdej kropli .

Żeby to jednak było możliwe zdobywałam przez wiele lat mojego życia doświadczenie i wiedzę od tych którzy przede mną przeszli już tą Drogę. Hawajskich Kahunów, Szamanów z Bali, Indiańskich wodzów, Matek i Ojców Pustyni, Świętych i mniej świętych ksiąg, “przypadkowo” napotkanych ludzi, Matek Duchowych i tej biologicznej, Sióstr Kręgowych, od profesorów uczelnianych, wykładowców w szkole , mentorów coachingu i terapii , mnichów buddyjskich ….

Babcia Marysia siedziała i ja też dziś siedzę . Spokojna, ugruntowana, osadzona w sobie i swoim życiu. Krok po kroku odzieram prawdziwe życie z warstw iluzji i w tym towarzyszę ludziom.

Dzielę się wiedzą, doświadczaniem swoim, Babci Marysi, Dalajlamy i wielu innych Mistrzów, Mistrzyń, Przewodniczek, Nauczycieli…

Przeszłam długą drogę by dziś towarzyszyć w niej Tobie .

cdn …..

Dodaj komentarz

Back to top