ŻYJESZ … ?

Większość ludzi umiera w wieku 25 lat, ale czekają z pochówkiem aż do siedemdziesiątki.

 Benjamin Franklin

Kolejny deszczowy dzień . Wakacje mijają. A ja siedzę w oknie patrzę i marzę . Mam jakieś 10 lat i jestem pod silnym wrażeniem „Wakacji z duchami „ Patrzę przez szybę na strugi deszczu zastanawiając się dlaczego nie mogę iść i moknąć, dlaczego nie mogę chodzić boso po kałużach, dlaczego nie mogę się odzywać nie pytana (przecież mam tyle  do powiedzenia), dlaczego muszę uczesać włosy, nie pobrudzić sukienki i najważniejsze dlaczego kiedy wychodzę z domu słyszę  : „ tylko baw się grzecznie „ . Co to znaczy? Patrzę przez okno i myślę, że gdzieś tam jest przygoda, którą chciałabym przeżyć, tajemnica, którą chciałbym odkryć … 

Powtarzając za Stasi Eldredge : Każda kobieta była kiedyś małą dziewczynką. A każda mała dziewczynka piastuje w swoim sercu najskrytsze marzenia. Marzy o porwaniu w wir romansu, o odegraniu niezastąpionej roli w wielkiej przygodzie, o roli Pięknej w czyjejś historii . Te pragnienia są czymś więcej niż dziecięcą zabawą. Stanowią sekret kobiecego serca.

A jednak – ile znasz  kobiet, które znalazły takie życie ? W miarę upływu lat serce kobiety zostaje zepchnięte na bok, zranione, pogrzebane. Ona sama nie znajduje żadnego innego romansu niż te z powieści, żadnej przygody prócz tych  w telewizji i szczerze wątpi czy  kiedykolwiek będzie Piękną w jakiej bądź historii.

Większość kobiet dochodzi do wniosku, że musi się zadowolić sprawnością w wykonywaniu obowiązków, także domowych, w załatwianiu natłoku spraw, starając się stać kobietami jakimi „powinny” być …

Ale serce kobiety wciąż tam jest . Czasem gdy ogląda film, czasem nocą przed bladym świtem, jej serce znów dochodzi do głosu. Ogarnia, ją przemożne pragnienie życia, jakie jej było przeznaczone – życia, o jakim marzyła jako mała dziewczynka. „

A Ty o czym marzyłaś jako mała dziewczynka / mały chłopiec ?

Już wkrótce zapraszam na spotkanie  z tajemnicą, którą każdy z nas w sobie nosi,  nie tylko na blogu ale również w REALU na cyklu warsztatów

 „ CZY LECI Z NAMI PILOT ? „

Na warsztatach wrócimy do miejsca początku. Do czasów kiedy wszystko było możliwe. 

Dowiesz się jak ożywić marzenia i jak je zrealizować w swoim obecnym życiu.

NIEMOŻLIWE JEST MOŻLIWE

Do zobaczenia. Ilona Sobol

 

PODWÓJNE ŻYCIE JOANNY

„Jeśli spotkam stuletniego człowieka i będzie coś, czego mógłbym go nauczyć będę nauczał; jeśli spotkam ośmiolatka i on będzie miał coś, czego mógłby mnie nauczyć będę się uczył „

 

Nigdy nie wiadomo dla kogo staniemy się nauczycielem i kto nim będzie dla nas. Jedną ze swoich nauczycielek spotkałam  na warszawskim oddziale schizofrenii .

Była pacjentką – ja terapeutką. Ona nauczycielem – ja uczniem .

Moja pierwsza praca w zawodzie (jeszcze w ramach stażu ) . I odz. Szpitala Psychiatrycznego na ul. Nowowiejskiej w Warszawie , czyli SCHIZOFRENIE.

Joanna była niegdyś gwiazdą polskiego sportu . Jej życie to treningi, wytrwałość, kondycja, skuteczność, koncentracja. W efekcie sukcesy, podziw, medale …. Wiele osób jej zazdrościło. Po wytężonej pracy wracała do domu , w którym czekał mąż .

Tu zaczyna się dramat … ta silna , przebojowa kobieta sukcesu w domu była ofiarą przemocy. Mąż bezlitośnie katował nie tylko jej duszę ale również ciało. Z biegiem lat akty przemocy były coraz częstsze, coraz dotkliwsze … BIŁ CORAZ MOCNIEJ, CORAZ BARDZIEJ BEZLITOŚNIE. Łamiąc żebra, palce, kopiąc w brzuch  …. Coraz trudniej było ukryć ślady. 

PRZEPAŚĆ

Pomiędzy JOANNĄ ZEWNĘTRZNĄ , tą którą  wszyscy znali jako najlepszą , skuteczną, silną a JOANNĄ WEWNETRZNĄ , tą którą była w domu, poniżaną , katowaną była coraz większa przepaść. Coraz trudniej Joannie było pogodzić w sobie samej te dwie KOBIETY. Żyła niemal w schizofrenicznym rozdwojeniu.  Do dnia …

OSTATECZNE STARCIE

Ten dzień właściwie nie różnił się niczym od wielu, wielu innych kiedy była bita. Z wyjątkiem tego, że tym razem ukochany mąż bił tak długo i tak dotkliwie aż powybijał wszystkie zęby, połamał co było do połamania … TEGO DNIA ZŁAMAŁ JOANNĘ .

PODDAJĘ SIĘ

Czasem nasza życiowa sytuacja  jest tak bardzo nie do zniesienia , że jedynym rozwiązaniem jest choroba. Niejako schowanie się w niej. Choroba staje się sprzymierzeńcem w sytuacji nie do zniesienia .

Tego dnia ciężko pobitą Joannę zabrało pogotowie . Nigdy więcej nie wróciła. Ten dzień był początkiem choroby.

Spotkałam ją już jako pacjentkę szpitala psychiatrycznego. Wysoka o specyficznej budowie ciała . Długie ręce i nogi, lekko przygarbiona. Poruszałą się jakby kozłowała piłkę po boisku.

Przebywała w szpitalu wyjątkowo długo. Dłużej niż wszyscy inni pacjenci. Przykuła moją uwagę. Godzinami przesiadywała w sali terapii zajęciowej robiąc na drutach . Zadawało się, że ta praca nie ma końca.  Podeszłam do niej pytając co właściwie robi.

Odpowiedziała : „ Robię opaskę , jak skończę wrócę do domu „ .

Joanna pruła opaskę za każdym razem kiedy zbliżała się do końca. Kolejnego dnia zaczynała od nowa …………….

Zdałam sobie sprawę, że ja też mam swoją ” opaskę ” . Czas ją skończyć.

 

” HISTORIA PEWNEJ WŚCIEKŁOŚCI – dwie kobiety jedna historia „

Hellen Keller w wyniku przebytej choroby we wczesnym dzieciństwie straciła wzrok, słuch a w konsekwencji umiejętność używania mowy . Wcześniej była pogodnym , energicznym dzieckiem . W wieku dwóch lat niespodziewanie Helenka dostała wysokiej gorączki , którą ledwo przeżyła. Gorączka odeszła zabierając jednak temu ciekawemu świata dziecku możliwość kontaktowania się z nim i poznawania go . Helena przebywała w świecie ciszy i ciemności .

Przerażającym świecie samotności, w którym ukojenia nie przynosi matczyny głos ani widok kochających  oczu. Ciemno, cicho  ….  strasznie.

 

Hellen Keller od dziecka wyróżniały wyjątkowa wrażliwość i nie poddawanie się w dążeniu do celu. Szybko przeszła do korzystania z tego co jej pozostało zamiast znieruchomieć w przerażeniu tym co utraciła. Miała jeszcze pozostałe zmysły.  Dotykała, wąchała, smakowała,  naśladowała czynności .  Odczuwała dotykowo ręce innych ludzi, aby „zobaczyć” co robili. Naśladowała również ich działania i wkrótce była w stanie wykonać pewne prace sama jak: dojenie krów lub ugniatanie ciasta. Nauczyła się  rozpoznawać ludzi, odczuwając ich twarze lub ubrania, posługując się zmysłem dotyku. Potrafiła także powiedzieć, w jakiej znajdowała się części ogrodu na podstawie zapachu różnych roślin i odczucia rodzaju powierzchni po której stąpała. 
Wymyśliła ponad 60 różnych znaków za pomocą, których mogła rozmawiać ze swoją rodziną. Jeśli miała ochotę na chleb, to udawała, że kroi bochenek chleba i smaruje masłem kromki. Jeśli chciała loda to otulała się swoimi ramionami i udawała, że trzęsie się z zimna. 

Helena rosła i pomimo wysiłków zaczynała sobie zdawać sprawę ze swojej odmienności. W prawdzie czyniła postępy ale ONA chciała rozmawiać. Bez względu jednak na to jak się starała, nie mogła zrozumieć, co do niej mówiono. Wprawiało ją to w straszną złość, często  miotała się po całym pokoju, kopiąc i krzycząc  z frustracji. Wraz z wiekiem wściekłość wzrastała a ataki  były coraz częstsze.  Jeśli nie otrzymała tego, co chciała,  wściekała się tak długo, aż jej rodzina ustąpiła i dała jej to czego oczekiwała.

Stawała się szalona

 

A czego oczekiwała ? Chciała ROZMAWIAĆ, komunikować się ze światem   ….

Dla rodziców stało się jasne, że „ trzeba coś z nią zrobić „ .

I tu w życiu siedemnastoletniej Heleny pojawia się Anna

 

Anna Sullivan wywodząca się z bardzo biednego środowiska,  utraciła w wieku 5 lat wzrok  , trafiła do przytułku , jej rodzina się rozpadła. Sporo …  W szkole dla niewidomych do , której łut szczęścia sprawił , że się dostała miała przydomek  Spitfire ( złośnica ) . Myślę, że więcej Anny nie trzeba przedstawiać . Jednak oprócz pozostawiającego wiele do życzenia zachowania ( podobnie jak Helena ) była wyjątkowo utalentowana. Po przebyciu operacji przywracających wzrok, drogi tych dwóch niezwykłych kobiet się krzyżują. Anna zostaje nauczycielką Heleny.

Początkowo spotkanie tych dwóch temperamentów przypominało  pole bitwy.  Anna gryzła, kopała , krzyczała. Była wściekła ! Dla nauczycielki szybko stało się jasne źródło szaleństwa. Helena musiała nauczyć się porozumiewać.

Droga edukacji była długa, żmudna i często kontrowersyjna.

Na przykład Anna zaprowadziła Helenę do pompy wodnej i wypompowała wodę na jej dłonie. Podczas wykonywania tej czynności wypowiedziała ona po kolei każdą literę słowa WATER (WODA). Powtarzał tę czynność aż do skutku. Nagle Helena zdała sobie sprawę z tego, że pojedyncze znaki stanowią litery, które tworzą słowo WODA. W tej samej chwili uświadomiła sobie także, iż wszystkie inne słowa na świecie muszą mieć nazwę. Biegała dotykając wszystkiego, co mogła napotkać na swojej drodze i pytała Annę, jak te napotkane przedmioty się nazywają. 

Anna kontynuowała nauczanie Heleny w ten sposób przez kilka następnych lat. Mówiła ona Helenie o wszystkim co działo się wokoło nich. Przeliterowywała wszystko na jej dłoni, tzw. metodą Tadoma. Dużo można by opowiadać o sposobach jakimi przebiegał proces nauczania. Najważniejsze jednak jest to , że „ Dzikie dziecko „  ( jak ją nazywano )  w konsekwencji ukończyło Radcliffe College ze stopniem naukowym . Helena była nie tylko wybitnie inteligentna ale też szczególnie wrażliwa i głęboko wierząca. Ta kompilacja cech oraz spotkanie obu Pań zaowocowały faktem iż …

 

Helen Keller  :

  • Została pisarką
  • Działaczką społeczną o wielkiej wrażliwości
  • Działała na rzecz równouprawnienia kobiet
  • Była wykładowczynią
  • Podróżowała
  • Kupiła dom
  • Nakręcono o niej kilka filmów

 

Dwie kobiety. Jedna historia.

Helen mawiała

„Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania. „

 

Pozwolę sobie nie dodać ani słowa komentarza. Was jednak zachęcam  ….

„ALE TO JUŻ BYŁO i nie wróci więcej … „

Nieuchronnie zbliża się koniec kolejnego roku a tym samym początek nowego

 To piękna tajemnica życia – PRZEMIJANIE

Mnisi  buddyjscy stosują praktykę, która pomaga oswajać się, obcować , akceptować NIETRWAŁOŚĆ, PRZEMIJALNOŚĆ LUDZI I SPRAW. W długim i żmudnym procesie usypują z wielokolorowych ziaren piasku piękne mandale. Kiedy tylko ukończą pracę, niszczą  dzieło. W ten sposób nie przywiązują się do efektów swojej pracy i uczą się celebrować sam proces tworzenia.

I do tego chciałam Was zaprosić wraz z końcem roku. Abyśmy nie przywiązywali się do tego co ten rok 2016 przyniósł.  Za 22 dni stanie się przeszłością. Wszystko co dobre, wzruszające, miłe naszemu sercu. Sukcesy które osiągnęliśmy, plany, które udało się w całości lub choć w części zrealizować. Łzy które płynęły, rany które nam zadano i które my zadaliśmy  … wszystko staje się przeszłością.

Spróbujmy spojrzeć na ten rok naszego życia jak na mandalę, która zamiast z ziaren piasku powstała z kolejnych poranków, wieczorów, wypitych, kaw, nerwów w pracy, rozczarowań sobą  i innymi, spacerów z psem, uśmiechów bliskich, tęsknot nadziei , porażek , sukcesów … Nie przywiązujmy się do tego.  Czerpiąc z propozycji mnichów rozsypmy , zburzmy obrazek, który powstał z wydarzeń  2016 roku i zróbmy miejsce dla tego co nadchodzi . Dla tego co NOWE …

Pożegnajmy bez  żalu przeszłość ponieważ nadchodzi przyszłość

W  szafie też musimy zrobić miejsce, uprzątnąć, wyrzucić, oddać innym ubrania, które już do nas nie pasują, są za małe, nie oddają już naszego charakteru, kolorów które grają w naszej duszy. Żegnanie się ze starymi ubraniami bywa trudne. Wprawdzie fason już niemodny, pasek wbija się w brzuch, kolor trochę sprany a my z zachwytem oglądamy kobiety ubrane nowocześnie, lekko, świeżo same jednocześnie jesteśmy przywiązane do PRZESZŁOŚCI. Aby nasza szafa wypełniła się ubraniami, które są w sam raz dla nas na ten moment, w kolorach, kształtach, które najlepiej do nas teraz pasują i co najważniejsze, w których my same czujemy się w tym momencie najlepiej musimy zrobić miejsce .

I tak samo sprawa ma się z naszym życiem.

Pożegnajmy z wdzięcznością to co przyniósł rok 2016. Zarówno to co piękne, dobre , radosne jak i to co bolesne i zróbmy miejsce dla tego co przyniesie

NOWY ROK

Z Noworocznym pozdrowieniem

Ilona Sobol

 

Nie ma czasu na pierdoły

CHOROBA początek czy koniec ?

O to jest pytanie … teoretycznie dzień jak co dzień. Wstajemy rano, myjemy zęby, pijemy kawę, ubieramy się … jest wiele wersji. Całujemy dzieci na dzień dobry, palimy papierosa, robimy makijaż, pijemy zdrowy koktajl … kolejny poniedziałek, wtorek, środa, czwartek … Jesteśmy trochę znudzeni, czasem ciut zniechęceni lub zadowoleni . W sumie szału  nie ma. Popołudniu wracając z pracy mamy jeszcze zajrzeć do lekarza po odbiór rutynowych wyników. Zrobimy to oczywiście raz, dwa. W biegu, w pędzie , pomiędzy kolejnymi zadaniami. Po odbiorze wyników mamy jeszcze naprawdę sporo do zrobienia. Wpadamy do przychodni nie rozpinając nawet płaszcza.

– Dzień dobry. Moje nazwisko … chciałam odebrać wyniki

– Dzień dobry, pan doktor zaprasza do gabinetu

– Nie, nie, ja tylko po wyniki. Nie na wizytę

– Tak oczywiści. Pan doktor jednak zaprasza. Chciałby chwilkę porozmawiać

W tym momencie przez umysł i ciało przebiega lekki niepokój, który natychmiast odpieramy. Ok. Dobra. Raz, dwa. Co ten lekarz chce, bo nie mam czasu …

I to właśnie ten moment kiedy boleśnie dociera do nas, że  rzeczywiście nie mamy czasu. Albo mamy go zdecydowanie mniej niż sądziliśmy   … DIAGNOZA …

Czy moment kiedy dowiadujemy się, że jesteśmy chorzy, kiedy dociera do nas niby powszechnie znana prawda, że  …

NIE JESTEŚMY NIEŚMIERTELNI

TO POCZĄTEK CZY KONIEC NASZEGO ŻYCIA ?

Kontrowersyjna pisarka, malarka Hanna Bakuła powiedziała kiedyś :

 „ Ludzie żyją jakby byli cholernymi żółwiami i mieli przed sobą 120 lat życia „ .

Powyższy tekst jest zaproszeniem do cyklu artykułów „ ŻYCIE PO DIAGNOZIE „ , które będę pisała i publikowała na blogu . Serdecznie zapraszam.

Taka tragedia …

Jadąc wczoraj autobusem miałam okazję przysłuchać się pewnej rozmowie. Młoda ciężarna kobieta gładziła z czułością swój ogromny brzuch, w którym (jak wynikało z relacji ) właśnie wyczyniał dzikie harce Tymon. Kobieta rozmawiała z koleżanką, mamą około trzyletniej piegowatej dziewczynki z wyjątkowo bystrymi oczkami. Tak więc kobieta nie przerywając gładzenia swego brzuszka dzieliła się taką o to informacją :

– Słyszałaś, że Kamila niedługo rodzi?
– Nie. Rzadko się teraz widuję ze znajomymi. A co będzie miała ?
– Chłopca. Stasia
– To świetnie. Zawsze chciała syna
– A słyszałaś, że Kaśka też jest w ciąży ?
– Nie, nie słyszałam. To super. Długo się starała
– No niezupełnie super
– A co ? Coś nie tak ?
– Urodzi Downa
– Co ! ? Taka katastrofa ! To straszne ! Dzwoniłaś do niej ?
– No co Ty ? A co miałabym powiedzieć ?

Na to rezolutna, piegowata dziewczynka wykrzyknęła, ciągnąc mamę za końcówkę płaszcza :

– Mamo ! Mamo ! Zadzwońmy do Cioci Kasi. Pogratulujmy jej. Ty urodzisz Tymka, ciocia Kamila Stasia, a ciocia Kasia Downa.

Od lat pracuję z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Prowadzę też teatr „ Edycja Limitowana w którym aktorami są osoby z Zespołem Downa. Proszę mi wierzyć wszyscy mają imiona, nazwiska, marzenia i co najważniejsze różnią się od siebie. Jak wszyscy ludzie posiadają różne cechy charakteru, różne osobowości. Jedni są dowcipni, odważni, inni spokojni, zamknięci w sobie, spontaniczni, powolni, ruchliwi ….

Osoby z zespołem Downa to przede wszystkim LUDZIE.

 

To nie zwarta masa niczym nie różniących się od siebie istot zwanych Downami.

 

Przedstawiam Państwu aktorów Kacper, Kasia, Łukasz, Piotr, Natalia, Daria, Julka …

Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń … ?

„Kiedy ojciec zobaczył, że syn nie ma prawej ręki, musiał wyjść z porodówki. Kiedy wrócił, krzyknął do lekarza: „On nie ma prawej ręki!”. Na to lekarz: „Nie ma ani prawej, ani lewej ręki, nie ma też nóg”. Jednak Nick Vujicic zamiast umrzeć, nauczył się jeździć na deskorolce, pisać na komputerze, myć zęby, pływać, podrywać dziewczyny. „

Wysokie Obcasy

„ BEZ RĄK, BEZ NÓG, BEZ OGRANICZEŃ „

 

To zdanie mogłoby się wydawać mocno kontrowersyjne a nawet nie zdziwiłabym się gdybym usłyszała : „ co ty wiesz kobieto o życiu bez kończyn … „  gdyby nie fakt, że jest to tytuł książki której autor rzeczywiście nie posiada ani rąk,  ani nóg, ani ograniczeń.

TETRA AMELIA  ta bajkowo brzmiąca nazwa to nie żadne zaklęcie, ani mityczna kraina wiecznej szczęśliwości. Wręcz przeciwnie Tetra Amelia to kraina w której Nick Vujicic  poznał smak samotności, odrzucenia, depresji, prób samobójczych. Ta dziwnie brzmiąca nazwa to nazwa rzadkiego schorzenia objawiającego się brakiem kończyn.

Dziś Nick Vujicic  nazywany jest

„ Gigantem Życia „

Pływa, pisze na komputerze, skończył studia, ożenił się z piękna kobietą, został ojcem.  Nauczył się też przemawiać i stał się tzw. „motivation speaker”. W wolnym tłumaczeniu „facet, który oduczy cię narzekania” . popularne określenie to mówca motywacyjny.

Spotkania z nim są organizowane na stadionach, które pękają w szwach a bilety sprzedają się lepiej niż na koncerty najpopularniejszych gwiazd popu.

Nick nie przynudza, nie moralizuje, nie opowiada banałów …. Staje przed tysiącami ludzi i po prostu dzieli się tym w czym tkwi tajemnica jego sukcesu a jest to ….

Tym podzielę się z Wami w kolejnym wpisie. Nick będzie częstym gościem na tym blogu. Do następnego razu.

 

Mam jedną nogę. Tylko czy aż … ?

„To, co mam (to, co mam)
To radość …
To serce, które jeszcze na wszystko stać
To wiara, że
Naprawdę umiem żyć  „  tekst Janusz Kondratowicz, śpiew Anna Jantar

Anna Jantar  śpiewała niegdyś „ to co mam” i do tego na początek chciałabym Was zachęcić. Nie do tego aby zrobić jak zachęcają nas często psychologowie , powtarzając tym razem za Budką Suflera „ … bilans zysków i strat … „ bo  bilans zawsze może nam wyjść ujemny i … co wtedy ?

Dlatego chciałabym abyśmy przyjrzeli się temu CO MAM.  Hawajscy uzdrawiacze tzw. Kahuni mówią : „energią podąża za uwagą”. Czyli co to znaczy ? To znaczy, że jeśli skupiam swoja uwagę na tym, że nie mam lewej nogi to moje życie jest skoncentrowane, wypełnione poczuciem braku, tym, że nie mam. Jeśli natomiast moja uwaga skupiona jest na fakcie, że mam prawą nogę to moje życie jest napełnione obfitością , posiadaniem. W pierwszej sytuacji , skupienia na braku czyha na nas wiele zagrożeń. Poczucie krzywdy, żal , depresja. Dlaczego inni mają dwie nogi a Ja nie. Niemoc, brak poczucia wpływu … Ale jeśli żyję tym, że mam prawą nogę moje życie staje się kreatywne, twórcze. Bo jeśli mam , to mogę sobie zadać pytanie co mogę z tym posiadaniem zrobić ?

Co mogę zrobić mając „aż jedną nogę” ? 

Jak mogę o nią dbać  itd.

Już słyszę głosy : „a jak ktoś nie ma dwóch nóg, to co ?” To …. Zadaje sobie pytanie co masz ?

Jestem pewna, że posiadasz wystarczająco dużo aby wieść życie w obfitości.

ŻYCIE JEST …

Przypominam sobie spotkanie z przed wielu lat z pewna mądrą dojrzałą kobietą. Podczas warsztatu, który miał na celu nasz rozwój osobisty. Kilku dość młodych i zagubionych w meandrach rzeczywistości kobiet,

Mądra Kobieta podzieliła kartkę na pół po jednej , lewej stronie zapisała z wielokropkiem zdanie ŻYCIE JEST….      Po prawej stronie zostało puste miejsce tak abyśmy mogły dokończyć zdanie. Zaczęłyśmy nieśmiało, powoli, po kolei. ŻYCIE JEST …  krótkie, trudne, jedno, wspaniałe, inspirujące, niebezpieczne , bezpieczne … z upływem czasu rozkręcałyśmy się i nie pilnując już kolejności , przekazując sobie pospiesznie flamaster pisałyśmy nasze kolejne przekonania o życiu : dobre , niedobre, smutne, wesołe , nie przewidywalne, nudne, ciekawe, monotonne itd. Nasza lista była pełna sprzeczności. Każda z nas miała inne przekonanie na temat życia a nawet każda z nas miała w sobie jednocześnie sprzeczne przekonania. Spotkanie, które miało nas zbliżyć do rozwikłania odwiecznej tajemnicy jakie jest życie zdawało się lec w gruzach a my miałyśmy jeszcze większy mętlik w głowie niż wcześniej. Wtedy Mądra Kobieta wzięła kartkę do ręki i oderwała jej prawą stronę. Tę na, której zapisałyśmy nasze wszystkie wyobrażenia o życiu. Wzięłyśmy głęboki oddech, na twarzach pojawiło się niezadowolenie. Zniweczyła naszą pracę. Tyle się napisałyśmy. Kobieta wyciągnęła w naszą stronę pozostała lewą stronę kartki i to co na początku zostało na niej zapisane. ŻYCIE JEST .

I  TO JEDYNA PRAWDA O ŻYCIU dodała pełnym spokoju i pewności głosem.

WOW ! Zdenerwowanie zmieniło się na naszych twarzach w zdumienie a po kolejnych kilku minutach zarysowała się na nich wyraźna ulga. Życie po prostu jest. Nie jest ani dobre ani złe. Jest jakie jest. Ta informacja rzuciła się cieniem a raczej światłem na resztę mojego życia. Nie muszę życia definiować, nazywać. Nie mogę też go raczej pojąć  … ale muszę je przeżyć JAK NAJLEPIEJ POTRAFIĘ. Z tym ciałem jakie mam. Zdrowym lub chorym . Z takimi możliwościami jakie mam ale mam. Z ludźmi którzy mnie otaczają lub z ich brakiem. W zdrowiu, chorobie,  samotności, radości, depresji …

 Mogę być bardzo wściekły na to czego nie mam, albo bardzo wdzięczny za to, co mam”  Nick Vujicic